Interviews

Aby filharmonie nie były cmentarzem - jak upowszechnić amerykańską modę, dzięki której rodzice posyłają dzieci nie tylko na basen, karty, boiska, ale także do sal koncertowych - Elżbieta Mamos - Twoja Muza numer 4/2005


Aby filharmonie nie były cmentarzem

Z Dariuszem Wiśniewskim, dyrygentem i kontrabasistą Orchestre Philharmonique du Luxembourg, organizatorem imprez umuzykalniających dla dzieci, rozmawia Elżbieta Mamos

Dlaczego zainteresował się Pan koncertami symfonicznymi dla dzieci i młodzieży?

Na Zachodzie każda orkiestra realizuje programy edukacyjne dla dzieci. Chyba wszystkie orkiestry amerykańskie mają wydzielone oddziały zajmujące się tylko programami dla dzieci w różnych kategoriach wiekowych. Orkiestra w Luksemburgu, w której pracuję, stworzyła odrębny wydział edukacji. Wykorzystaliśmy projekt przygotowany wcześniej przez London Symphony, gdyż ta orkiestra jako pierwsza zaczęła realizować muzyczne programy edukacyjne dla dzieci w Europie.

Gdy projekt wchodził w życie w Luksemburgu, przekonałem się, że taka działalność orkiestr symfonicznych jest mniej lub bardziej oficjalnym wymogiem rządów wielu krajów europejskich, np. Francji, Belgii, Niemiec. Od swoich orkiestr, korzystających z publicznych dotacji oczekują, aby znaczny procent aktywnościi publicznej przeznaczały na profesjonalne koncerty edukacyjne dla dzieci i młodzieży. Obecnie nie wystarczy już występ aktora z tamburynem i oklaski dzieci. Program edukacyjny wymaga udziału całej orkiestry symfonicznej, prezentacji multimedialnej i wcześniejszego przygotowania dzieci uczestniczących w programie, na lekcjach w ich szkołach.

Ale słuchaczami nie są wyłącznie młodzi muzycy, tylko dzieci ze zwyczajnych szkół. Uczy się je bardziej słuchania muzyki niż gry na instrumencie?

Nauka dotyczy jednego i drugiego. Programy są skierowane z założenia do dzieci ze szkół ogólnych. W „pełnowymiarowym” projekcie zaczynamy od jednodniowych warsztatów dla nauczycieli i dla zainteresowanych muzyków orkiestry. Wszystkie dzieci, które mają przyjść na koncert do filharmonii, są przygotowywane najpierw przez swojego nauczyciela muzyki. Znają historię utworów, malują obrazki, piszą wypracowania. Następnie przychodzą do nich specjalnie przygotowani muzycy. Prezentują zestawy prostych instrumentów zakupionych przez filharmonie – tamburyny, małe ksylofony, parę instrumentów perkusyjnych – i przygotowują dzieci muzycznie. Uczymy wszystkie dzieci grać uproszczone tematy z utworu, którego będą słuchały na koncercie, dorabiamy do tematów muzycznych słowa, uczymy akompaniować, wyjaśniamy, na czym polega gra w zespole, za pomocą jakich środków muzycznych możemy coś ilustrować. Byłem zaskoczony, widząc jak małe dzieci doceniają fakt, że koncert, na który je po takich zajęciach zapraszamy, jest grany specjalnie i tylko dla nich. Nie chodzi nam o to, aby te dzieci stały się profesjonalnymi muzykami. Chcemy tylko pokazać, czym jest muzyka, jakim językiem przemawia, jak się ją tworzy, co może nam powiedzieć.

Grając w orkiestrze filharmonicznej w Luksemburgu, bierze Pan udział w takich koncertach. Czy chciałby Pan tę ideę zaszczepić w Polsce?

Tak. Nasza propozycja jest uzupełnieniem, próbą zasypania przepaści pomiędzy nauką muzyki w szkołach, a jej słuchaniem w filharmonii na koncercie.

W Polsce odbyły się już pierwsze koncerty w Filharmonii Łódzkiej.

To sprawił przypadek. Pojechałem do Łodzi odwiedzić Marka Pijarowskiego. Poznałem dyrektora Filharmonii Łódzkiej, Zbigniewa Lasockiego, który bardzo zainteresował się tym projektem. Ustaliliśmy zasady współpracy i dzięki życzliwości i pomocy Lasockiego udało nam się dopiąć celu. Odbyły się dwa koncerty, które odniosły sukces. Podobały się zarówno dzieciom, jak i nauczycielom. Wspaniale pracowało mi się z orkiestrą. To był mój koncertowy „debiut” w Polsce. Do tej pory dyrygowałem tylko w USA i Europie Zachodniej. Nowa sala w Łodzi jest znakomita, doskonale nadaje się na prezentacje multimedialne. Po paru poprawkach akustycznych będzie jedną z najlepszych sal koncertowych w Polsce.

Dlaczego popularyzacja muzyki wśród uczniów jest taka ważna?

Od dawna wiemy, że dla prawidłowego rozwoju dzieci potrzebna jest nie tylko kultura fizyczna i sport, ale także stymulacja intelektualna. A w niej muzyka odgrywa olbrzymią rolę. Amerykanie ze swoim pragmatyzmem przeprowadzili wieloletnie badania, z których wynika, że małe dzieci zaangażowane w projekty muzyczne mają zdecydowanie wyższe IQ. Są bardziej bystre, lepiej znoszą rywalizację. Lepiej się też uczą, są bardziej zdyscyplinowane, otwarte na świat, mają bez porównania lepszą orientację przestrzenną. Natomiast w starszym wieku postrzegają siebie jako szczęśliwszych od rówieśników. Amerykańscy rodzice zamiast wyłącznie posyłać dzieci na basen, na korty czy boiska zaczęli z nimi chodzić do sal koncertowych. Powstało zapotrzebowanie społeczne na programy muzyczne dla dzieci. W Europie chyba najlepiej odpowiedziała na to zapotrzebowanie Londyn Symphony. Takie programy zaczęli już od dawna tworzyć sami muzycy i stały się one niemal legendarne. Niedawno grałem w Lincoln Center w Nowym Jorku i pomyślałem, że część sławy New York Philharmonic zawdzięcza Leonardowi Bernsteinowi, który od początku swojej działalności prowadził serie koncertów dla dzieci i młodzieży. Żaden dyrektor orkiestry nie powinien zapominać o edukacji dzieci.

A jaki był temat koncertu w Łodzi?

Polowanie, gonitwa. Muzycznie chodziło o prezentację waltorni. Według oryginalnych założeń temat koncertu nie może być ideą muzyczną. Te programy nigdy nie są zatytułowane np. Muzyka Jana Sebastiana Bacha, albo Formy muzyczne. Zawsze mamy niemuzyczną oś, np: Polowanie, Jarmark, Kraina tysiąca bajek. Tematowi imprezy są podporządkowane: muzyka, moderacja, wszystkie elementy prezentacji.

Jak wyglądał sam koncert?

W koncercie uczestniczyły dzieci z ogólnych szkół. Dwukrotnie wypełniliśmy salę. Jak słyszałem, mieliśmy chętnych na cztery koncerty.

Najpierw wyszła na scenę moderatorka. Musiała nauczyć dzieci klaskania rytmu, czyli tego, co wykonują jako perkusiści. Następnie była nauka refrenu, wszyscy skandowali go na jej znak. Trzech solistów, raperów, to koledzy dzieci będących na sali. Dzieci zawsze biorą czynny udział w naszych koncertach, nie mogą tylko słuchać. To byłoby sprzeczne z założeniami projektu. Koleżanka, która przygotowała i poprowadziła moderację, Jolanta Neffe, przyjechała z Krakowa. Sama śpiewa w EuropaChor, pracuje od lat z dziećmi i właśnie kończy muzykologię. Koncert rozpoczęliśmy polką Straussa „Na polowaniu”, a następnie prezentowaliśmy różne grupy instrumentów w orkiestrze, wyświetlając ich nazwy i zdjęcia na ekranie. Motywem przewodnim koncertu był utwór Cesara Francka „Przeklęty Łowca”. Przygotowaliśmy całą serię slajdów, które ilustrowały kolejne fragmenty utworu. Po wyjaśnieniu treści i zaprezentowaniu muzycznych ilustracji ballady, na której oparty jest ten poemat symfoniczny, wykonaliśmy go w całości. Następnie poprosiliśmy słuchaczy o wstanie z miejsc i zagraliśmy przygotowanego przed koncertem Bacha w wersji rap, razem z udziałem całej sali. Zakończyliśmy koncert muzyką z filmu Harry Potter Williamsa. Ten utwór, co prawda nie ma nic wspólnego z polowaniem, ale za to po kilku taktach dzieci poznały motyw muzyczny i dlatego go wybraliśmy. Zakładaliśmy, że koncert powinien trwać godzinę. Nasz trwał 70 minut. Pamiętaliśmy, że to są dzieci i zawsze trzeba brać pod uwagę, jak długo wytrzymają i będą w stanie się skupić. Program był trudny, ale po dwóch próbach orkiestra zagrała doskonale. Chapeau bas dla muzyków i dyrekcji Filharmonii Łódzkiej, bez ich pomocy i wsparcia nic bym nie zdziałał.

Jaka była Pana rola w tym koncercie?

Miałem przyjemność prowadzić ten koncert, zadbałem o sfinalizowanie formalności i otrzymanie praw autorskich. Dokonałem koniecznych przeróbek, aby program został zaadoptowany do polskiej wersji językowej. Pomagała mi w tym Jola Neffe, włączając nawet fragment z „Pana Tadeusza” o rogu cętkowanym. Dbam bardzo o to, żeby nasze działania były absolutnie oficjalne i zgodne z prawem, a jednocześnie robię co mogę, aby nie zrujnować budżetu filharmonii.

Nauczyciele byli zadowoleni. Ale, co dalej? Jeden koncert nadaje się do pokazania w telewizji, jako wydarzenie. Jeśli to ma być program edukacyjny, powinien trwać dłużej.

Oczywiście. Szczegółowe programy i ewentualne wymagania techniczne mogę przedstawić zainteresowanym orkiestrom. Chciałbym je zaadaptować przy jak najmniejszych kosztach. Zdaję sobie sprawę z trudnej sytuacji orkiestr

w Polsce. Ideałem byłoby ustalenie programu rocznej-dwuletniej współpracy.

Udało mi się nawiązać kontakt z Łódzką Szkołą Filmową i mam nadzieję na współpracę, która zaowocuje wprowadzeniem krótkich filmów do edukacji muzycznej dzieci. Łącząc nasze doświadczenia, moglibyśmy stworzyć programy, które byłyby czymś nowym, nawet w Europie Zachodniej.

Takie programy są jednak drogie, wpływy z biletów nie pokryją kosztów projektu.

Ale w Europie Zachodniej, jeśli orkiestra jest dotowana przez rząd, samorząd czy w innej formie z kasy państwowej to ma obowiązek prezentować programy edukacyjne. W przypadku regularnych koncertów filharmonicznych bilety też nigdy nie pokrywają kosztów. Już kilkanaście lat temu zauważono, że jeżeli nie chcemy, aby sale koncertowe świeciły pustkami, trzeba poświęcić czas i pieniądze na edukację muzyczną młodego pokolenia. Może czasami lepiej zamówić film edukacyjny do wykonania z orkiestrą, który przyciągnie tysiące dzieci w skali kraju, niż zagrać po raz kolejny symfonię Beethovena.

Dlaczego Pan to robi?

Jeśli tego nie zrobimy, staniemy się kustoszami muzeum, do którego nikt nie przyjdzie. Profesor Czyż powiedział mi kiedyś, że filharmonia staje się muzeum czy raczej cmentarzem muzyki, na który w każdy piątek ludzie przynoszą kwiaty. To było paraliżujące i zmieniło sposób, w jaki patrzę na muzykę. My sami jesteśmy odpowiedzialni za to, czy z sal filharmonii zrobimy „muzeum akustyczne”. Nie można grać ciągle tego samego, wymieniając się dyrygentami i programami. Wiem, że prawa autorskie do wykonywania każdej nowej muzyki dużo kosztują, podczas gdy Beethovena i Mozarta można kopiować do woli. Jednak stopniowo i niepostrzeżenie odsuwamy się na boczny tor. Mimo wielu wspaniałych inicjatyw grania muzyki współczesnej, nasza polska definicja współczesności jest inna niż np. w USA. W Stanach są utwory, które stoją na pulpicie jeszcze ciepłe. Kompozytorzy XX wieku to w USA klasyka, podobnie jak Beethoven. Nikt nie pomyśli np. o Szostakowiczu jako o kompozytorze współczesnym.

Przygotowując koncerty dla dzieci, starajmy się włączać i integrować programy z elementami muzyki współczesnej. Chcę poświęcić dużą część swojej energii na to, aby wykształcić przyszłe pokolenie „współczesnych” słuchaczy.

A dlaczego? Kto Panu wszczepił taką potrzebę?

Szczerze mówiąc, konieczność. Pracowałem w orkiestrach na Zachodzie, jak wielu Polaków. Pracując gdzieś daleko, doskonale widzimy, dużo wyraźniej niż z Polski, jak niemal co miesiąc padają orkiestry, które nie zdobyły publiczności, które nie mają oparcia w lokalnym społeczeństwie. Jak wszystko inne, ta fala dojdzie także do Polski. Jeżeli ktoś uważa, że takie programy go nie interesują, może zostać przykro zaskoczony. Podstawą są działania długofalowe. Ich brak będzie miał wpływ na życie kulturalne całego kraju. Możemy znaleźć się na kulturalnej pustyni.

Jak można Pana zdaniem temu przeciwdziałać?

Wzorując się na tych, którym udaje się odwrócić negatywny trend. W maleńkim kraju, jakim jest Luksemburg, od dawna są realizowane programy oświatowe, nie tylko muzyczne. Moja orkiestra wprowadziła kartę „Crescendo”, na podstawie której za symboliczną, jednorazową opłatę młodzi ludzie do 26 roku życia mogą za darmo słuchać koncertów różnych orkiestr. Często robimy otwarte próby. Powoływane są wpływowe towarzystwa przyjaciół filharmonii, orkiestry mają unowocześnione struktury zarządzania. Efekty są widoczne.W mieście Luksemburg mieszka niewiele ponad 100 000 ludzi. Choć w weekend większa część ludności wyjeżdża z kraju, mamy wyprzedane wszystkie koncerty. Zapotrzebowanie na abonamenty było tak duże, że w ciągu dwóch lat wybudowano nową salę koncertową. Liczba osób chodzących na koncerty wciąż rośnie. W nowej sali koncertowej, którą otwarto w czerwcu tego roku, oprócz naszych koncertów odbędzie się 48 występów orkiestr zaproszonych z zewnątrz. Do tego dochodzą koncerty innych zespołów z Luksemburga oraz koncertów w sali kameralnej. Sali muzyki współczesnej nie liczę. Oczywiście, to wszystko nie jest tylko zasługą programów dla dzieci, ale są one jednym z filarów rozwoju orkiestry. Właśnie – rozwoju, a nie egzystencji.

Co może zrobić sama orkiestra?

Orkiestra i jej muzycy są podstawą programów edukacyjnych. Zdarzało nam się, że dzieci skandowały na koncercie imię muzyka, z którym szczególnie lubiły zajęcia. Zaczęliśmy wzorować się na tym, co już istniało, a po dwóch latach – mając bardzo aktywny, stworzony od podstaw program – chcemy dalej przekazać pałeczkę.

Jak Pan ocenia realność takiego przygotowania, na przykład rocznego projektu w Polsce?

Uważam, że to całkowicie możliwe i nie zawsze jest uzależnione wyłącznie od pieniędzy. Każdy porządny solista kosztuje drożej, niż prawa autorskie do takiego programu. To zależy od dobrej woli filharmonii, od zainteresowania orkiestry, od tego, czy ktoś chce się tym zająć. Niektóre orkiestry w Polsce mają ciekawe programy. Filharmonia Narodowa ma Jadzię Mackiewicz, natomiast Filharmonia Krakowska ma swoje cykle. Ale to nie jest dokładnie to samo, co my robimy. Chciałbym włączyć multimedia, dążę do udziału baletu, projekcji filmów. Inaczej orkiestra nie wytrzyma konkurencji internetu i telewizji.

Czy zawsze Pan musiałby dyrygować?

W projektach, które przywożę, tak. Wytłumaczenie komuś, co ma robić, zajęłoby więcej czasu niż potrzebne próby. Dyrygowanie to tylko ostatnie ogniwo procesu. Musimy przygotować polską moderację, zmienić napisy, wymyślać nowe teksty. Niektóre projekty wymagają dokomponowania całych utworów. Każdy projekt jest logistycznym wyzwaniem. Niższe opłaty są możliwe dzięki temu, że sam uczestniczę w tworzeniu przywożonych programów. Moim zamierzeniem nie jest „opanowanie rynku”, tylko zachęcenie do tworzenia własnych projektów i pokazanie, jak to robić.

Na przykład Łódź przygotowuje „Polowanie” i jeździ z nim do Szczecina i Rzeszowa, a Kraków robi „Baśnie 1001 nocy”?

Jak najbardziej. Nasze programy są tak skonstruowane, że nie potrzeba więcej niż dwóch dni prób do ich przygotowania. Do prostszych projektów potrzebny jest projektor i laptop, z którego wyświetla się zdjęcia. Dzięki temu jesteśmy mobilni, gdyż łatwiej jest nam podróżować z programem niż całej orkiestrze. Programy możemy dostosować do możliwości także finansowych danego zespołu. Górnej granicy nie ma, choć wiem, że w Londynie są realizowane nowe programy, które kosztują ponad 100 000 euro.

Rozmawiamy przed wakacjami, w czasie których wdrażanie programów edukacyjnych jest niekorzystne. Czy ma Pan nadzieję, że wraz z rozpoczęciem roku szkolnego program ponownie ruszy? Czy ustalono już coś konkretnego?

Właśnie przygotowuję plany kolejnych projektów. Od razu dostałem odpowiedź z Filharmonii Białostockiej, która chciałaby realizować u siebie takie programy w ramach istniejącego cyklu „Spotkania ze Sztuką”. Mam nadzieję, że uda nam się sfinalizować kolejne programy z Filharmonią Łódzką. Generalnie, zainteresowanie jest duże, ale z pewnością potrzebuję więcej czasu do przygotowania dokładnej oferty. Nawiązuję kontakty. Jeżeli dyrekcje filharmonii wykażą zainteresowanie, będziemy gotowi. Jeśli równocześnie udałoby się stworzyć polski program, można go szybko zaprezentować na Zachodzie w ramach wymiany.

To znaczy, że Pana pomysł jest również nośny handlowo?

Niewątpliwie. Zależy tylko od atrakcyjności tego, co zaproponujemy. W Luksemburgu gramy np. w środę i czwartek 6 koncertów i nie zdarzyło się na nich wolne miejsce. Realizujemy dwa koncerty dla dzieci w ciągu dnia plus wieczorem – koncert familijny z małymi zmianami w moderacji, na który dzieci przychodzą z całymi rodzinami. Powtórka odbyła się następnego dnia. Zawsze jest pełna sala. Ludzie wiedzą, że to wciąga. Jest to ciężka praca dla orkiestry, ale nikt nie kwestionuje konieczności takich koncertów. Wszystkie miejsca na nowy sezon są wyprzedane. Dyrektor administracyjny Filharmonii Luksemburskiej, Benedikt Fohr, powiedział mi, że jego strategia polega na tym, aby nie robić żadnej różnicy między dzieckiem, które ma siedem lat, a dorosłym, który ma 50 lat. Każda z tych osób jest tak samo traktowana i tak samo dla nas ważna. Dzięki takiemu podejściu muzyka klasyczna, mimo trudności przeżywa w wielu krajach renesans.

Chciałbym zaapelować do dyrekcji polskich filharmonii, aby spróbowały czegoś nowego. Zrealizujmy jeden w miarę prosty projekt, bez dużych nakładów. Musimy być maksymalnie konkurencyjni w ofercie dla dzieci, gdyż inaczej zostaniemy, w pustych salach sami.

Termin koncertów dla dzieci w Filharmonii Białostockiej: 29.09.05, godz. 10.30 i 12.00. Strona internetowa Dariusza Wiśniewskiego: www.dwisniewski.net

DARIUSZ WIŚNIEWSKI

Urodzony w Katowicach, pochodzi z Tychów, ma 36 lat. Ukończył Liceum Muzyczne im. Szymanowskiego w Katowicach, uczył się grać na trąbce, waltorni i fortepianie, ukończył z wyróżnieniem klasę kontrabasu. Po II roku studiów w warszawskiej Akademii Muzycznej rozpoczął Master Degree w Yale University, USA, m.in. dzięki pomocy Henryka Sienkiewicza (potomka pisarza) i stypendium Barbary Piaseckiej-Johnson. Obronił doktorat w State University of New York, pracował jako nauczyciel, reżyser dźwięku, specjalista od muzyki kameralnej, kompozytor, dyrektor chóru. Studiował także w Royal Conservatoire de Music w Belgii. Obecnie pracuje jako solista grupy kontrabasów w orkiestrze w Luksemburgu, pracował i nagrywał w wielu orkiestrach w USA, Europie Zachodniej i Azji.

Dyrygował orkiestrami we Włoszech, w Niemczech, na Węgrzech, w Belgii, Luksemburgu i USA. W tym roku ukaże się pierwszy CD nagrany z Sinfonia Varsovia i American Horn Quartet, w przyszłym sezonie w planach są dwa kolejne nagrania.

Jako wykonawca i dyrygent interesuje się wszystkimi stylami od muzyki baroku i współpracy z Jaap Schröder przez koncerty z muzykami byłej grupa ABBA i The Scorpions do nagrań muzyki M. Ohana i wszystkich dzieł J. Xenakisa.

 

Referenz

  • "Mr. Wisniewski ... demonstrated excellent professional qualities! This is a very talented conductor with a passionate expression and clear gestures... Best reviews from the orchestra members and big sympathies from all management staff"

    Elena Kalinovská, ICM Concert Agency

  • "direction inspired and engaged"

    Pizzicato Magazine

  • "following in the tradition of Serge Koussevitsky and Zubin Mehta, both great double bass instrumentalists, Dariusz shows enormous potential for a truly distinguished career in music"

    Prof. Ezra Laderman, Dean, Yale University, School of Music

  • "shows a deep understanding of music and a perfect understanding of instrumental problems and possibilities"

    Patrick Baton, Conservatoire Royal de Musique de Liege

  • "very professional, experienced and talented", "demonstrating a complete grasp of the challenges he faces and successfully executing them" 

    Kerry Turner, composer, hornist of the American Horn Quartet, Virtuoso Horn Duo

  • ..a musician and artist of great sensitivity and accomplishment", "highly gifted conductor whose spirited and intelligent musicianship allied with a profound understanding of orchestras and musical style"

    Bramwell Tovey, Music Director, Vancouver Symphony Orchestra

SchließenMit der Nutzung der Website www.dariuszwisniewski.eu akzeptieren Sie die in der Datenschutzerklärung enthaltenen Bestimmungen. Dies gilt insbesondere für die Annahme der Verarbeitung und Speicherung personenbezogener Daten, die über diese Website erfasst und für Marketing- und kommerzielle Zwecke verwendet werden. Diese Website verwendet Cookies, die für statistische Zwecke gesammelt und für den ordnungsgemäßen Betrieb der Website verwendet werden. Die Bedingungen für die Speicherung oder den Zugriff auf Cookies können in den Browsereinstellungen geändert werden. Wenn Sie die Browsereinstellungen nicht ändern, können Sie sie auch speichern.